Monthly Archives: Październik 2013

Dymiące dzieci z ekranu. Czego polska telewizja uczy na temat zapłodnienia in vitro?

Jestem dzieckiem popkultury. Przyłapałam się ostatnio na tym, że pisząc pracę zaliczeniową na zajęcia dotyczące seksualności automatycznie sięgnęłam do popkulturowego zaplecza. Tym razem za materiał do analizy posłużyły mi produkowane w naszym kraju seriale. Przyznam, że jako człowiek na co dzień odcięty od telewizji (polskiej, bo amerykańskie i brytyjskie produkcje telewizyjne to już zupełnie inna kwestia) po obejrzeniu kilkudziesięciu odcinków poczułam, że mój mózg zamienia się w galaretkę. W tym wpisie nie będę się jednak rozwodzić nad jakością polskich programów telewizyjnych, chciałabym się jednak z wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat tego, jaki obraz in vitro jest w nich widoczny. Na potrzeby blogowej (relatywnie krótkiej) formy notek mocno skróciłam opis kontekstu jakim jest debata medialna tocząca się wokół zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce. Jeśli kogoś ta kwestia interesuje zapraszam do dyskusji w komentarzach. To tyle tytułem wstępu.

***

Polityka i media wtargnęły w intymne życie Polaków. Debaty na temat in vitro, aborcji czy związków partnerskich toczą się już nie tylko na łamach gazet i w sejmowych ławach, ale także w produkcjach popkulturowych. Kwestie seksualne odgrywają niezwykle ważną rolę w działaniu władzy. Jak pisał Jeffrey Weeks „dyskusje o seksualności są rozmowami o naturze społeczeństwa” (Weeks 2012: 45), publiczne omawianie kwestii związanych z seksualnością nie jest więc niczym innym jak debatą o obywatelstwie (jedną z form obywatelstwa kulturowego jest obywatelstwo seksualne).

1 lipca 2013 r. ruszył trzyletni rządowy „Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego”[1], którym ma zostać objętych około 15 tys. pragnących potomstwa par. Do dwudziestu sześciu realizujących program klinik[2] zgłosiły się tysiące kobiet i mężczyzn, dla których in vitro stanowi jedyną szansę na posiadanie własnych dzieci. Wejście programu w życie było też doskonałą okazją do tego, by po raz kolejny wskrzesić toczącą się w polskiej polityce i mediach debatę o prawach reprodukcyjnych[3]. Istotny jest fakt, iż mimo rozpoczęcia rządowej refundacji in vitro procedura ta nadal nie jest prawnie uregulowana. W Sejmie złożonych jest kilka różnych projektów ustawy dotyczącej leczenia niepłodności, nie wiadomo jednak kiedy i czy w ogóle takowa powstanie.

Popkulturowy zawrót głowy

Popkultura jest polem eksperymentów, tworzy nowe wartości, zmienia ludzką świadomość, a co za tym idzie – rzeczywistość. Dla wielu osób produkcje telewizyjne są źródłem wiedzy o aktualnych problemach politycznych, społecznych czy gospodarczych. Z punktu widzenia władzy oraz instytucji publicznych stanowią więc one idealne medium promowania oraz piętnowania rozmaitych wartości i tożsamości. Pisząc o polskich serialach i ich kulturowej funkcji warto przywołać pytania jakie stawia Dominic Strinati we „Wprowadzeniu do kultury popularnej”:

Czy kultura ta indoktrynuje ludzi, zmusza ich do akceptowania i obstawania przy ideach i wartościach, które gwarantują stałą dominację bardziej uprzywilejowanych, umożliwiając w ten sposób tym ostatnim sprawowanie władzy? Czy jest może sprzeciwem i opozycją wobec dominującego porządku społecznego?

(Strinati 1998: 16)

Seriale ujawniają naszą zbiorową tożsamość. Niczym soczewka skupiają dominujące tendencje, postawy i problemy społeczeństwa, w którym są produkowane. Analizując rodzime programy telewizyjne możemy dowiedzieć się z nich wiele o wartościach, które były istotne dla Polaków w danym okresie historycznym. Seriale mogą pełnić rolę edukacyjną, indoktrynacyjną oraz emancypacyjną[4]. Na ich podstawie jesteśmy również w stanie prześledzić jak polscy widzowie są oswajani z nowymi wzorami relacji płciowo-kulturowych i rodzinami nienormatywnymi. Jak tematy, o których debatują politycy na posiedzeniach Sejmu przenoszone są do „równoległego” popkulturowego świata.

Omawiając seriale należy zauważyć, że można wyróżnić dwa rodzaje tego typu produkcji: seriale tradycyjne oraz „nowe” (Łuczaj 2013). Telewizyjne zmiany zaczęły się w Stanach Zjednoczonych, gdzie serie stają się coraz ważniejszym medium popkulturowym i skąd moda na tego typu produkcje przywędrowała do Polski. Przede wszystkim ewoluowała formuła seriali. Dzięki ścisłemu powiązaniu wątków zamiast luźno połączonych odcinków publiczność zdecydowanie bardziej zaangażowała się w odbiór programów – amerykański kulturoznawca Henry Jenkins określa to mianem przejścia od modelu opartego na ramówce (appointment-based model) do modelu angażującego (engagement-based model). Zmieniła się również poruszana w telewizyjnych tasiemcach problematyka. Analizując polskie seriale Alicja Kisielewska nazwała te bardziej tradycyjne „tele-sagami” ze względu na prezentowany w nich patriarchalny model wielopokoleniowej rodziny (Kisielewska 2009). Prezentowany w „tele-sagach” tradycyjny model rodziny jest dokładnie tym, w obronie którego stają oponenci in vitro zaniepokojeni ewentualnymi zmianami społecznymi jakie niesie ze sobą sztuczne zapłodnienie. „Nowe” seriale oczywiście również mogą opowiadać o rodzinie, jednak odbywa się to na innych warunkach. Produkcje te odwołują się do tematów abstrakcyjnych, opowiadają o zjawiskach stanowiących społeczne tabu, to w nich w końcu jest miejsce na zachowania nienormatywne. Jak pisze Kamil Łuczaj:

Seriale post-soap są wyjątkowe jednak nie tylko dlatego, że poruszają tabuizowane dotąd tematy, lecz także dlatego, że zwalczają mit rodziny jako „złotej” instytucji, w której panuje wieczna szczęśliwość, pokazując, że rodzina jest niełatwą formą współżycia.

(Łuczaj 2013: 155)

Życie rodzinne jest jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym, tematem poruszanym w produkcjach telewizyjnych. Nieważne czy jest to serial o handlu narkotykami, seryjnym mordercy czy duchach, demonach i innych dziwolągach: zawsze znajdzie się miejsce na relacje rodzinne i nieoczywiste struktury pokrewieństwa. Mamy więc historię nauczyciela chemii, który w obliczu nadchodzącej śmierci zmuszony jest zająć się produkcją metaamfetaminy by wesprzeć finansowo ciężarną żonę i nastoletniego syna („Breaking Bad”)[5]. Mamy opowieść o samotnej matce, która z podobnych pobudek zaczyna handlować trawką na dzielni („Weeds”). Tytułowy bohater serialu „Dexter” jest co prawda seryjnym mordercą, ale kieruje się moralnym kodem narzuconym mu przez ojca (zresztą nie biologicznego, a adopcyjnego). Z kolei bohaterów „Supernatural” postawionych w obliczu apokalipsy trzyma przy życiu jedynie więź braterska (serio, ktoś ostatnio wyliczył, że bracia ginęli już w trakcie trwania serialu ponad sto razy, ciągle jednak wracają do świata żywych, żeby nie zostawiać tego drugiego samego z potworami). Przykłady amerykańskich programów, których fabuła oparta jest na relacjach członków rodziny można by wymieniać w nieskończoność. A jak skomplikowane więzi rodzinne prezentowane są w rodzimych serialach?

W Polsce telewizyjnych serii, które można zaliczyć do grupy „seriali 2.0” wciąż jest niewiele, docierają one również do mniejszej grupy odbiorców. Wnioskując jednak po wzrastającym zainteresowaniu tego typu programami produkowanymi za oceanem również u nas powinny z czasem zyskać na znaczeniu. Póki co do tradycyjnych opowieści o wielopokoleniowych rodzinach udaje się przemycić „drażliwe” wątki kohabitacji, homoseksualizmu czy samotnego rodzicielstwa[6]. Często są to problemy dotyczące postaci drugoplanowych lub epizodycznych. A jak prezentowany jest problem niepłodności?

„Dzieci z probówki to dymią, bulgoczą i świecą”

W Polsce emitowanych jest niewiele seriali, w których pojawiają się osoby borykające się z niepłodnością, a z tych istniejących jedynie nieliczne pokazują bohaterów decydujących się na zastosowanie sztucznego zapłodnienia. Rozwiązaniem częstszym i bardziej akceptowalnym społecznie jest adopcja. Serialowe macierzyństwo zastępcze statystycznie pojawia się nawet częściej niż w społeczeństwie (Łaciak 2011), natomiast sztuczna prokreacja pojawia się niezwykle rzadko, a w dodatku nigdy nie jest skuteczna. Tę obserwację warto zestawić z wyjątkowo pronatalistycznym charakterem polskich produkcji telewizyjnych. Większość postaci nawet jeśli nie posiada dzieci to w pewnym momencie planuje je mieć. Rodzicielstwo może być odkładane na później ze względu na młody wiek czy chęć robienia kariery. W rzeczywistości telewizyjnej w zasadzie nie istnieją bezdzietni z wyboru.

W serialach macierzyństwo jest tym, co kobietę uświęca i oczyszcza ze wszystkiego, co w niej najgorsze. Nawet jak się pojawia owoc związku pozamałżeńskiego i nieakceptowanego przez rodzinę, następuje oczyszczenie: rodzina chce bohaterkę wesprzeć.

(Łaciak 2006)

In vitro po raz pierwszy pojawiło się w „Klanie” i to już w pierwszym roku emisji – 1997. Grażyna i Rysiek Lubiczowie zostają przez scenarzystów postawieni w obliczu trudnej życiowej decyzji. Tak bardzo pragną własnych dzieci, że rozważają sztuczne zapłodnienie. Mimo pełnej akceptacji ze strony konserwatywnej rodziny mają jednak wobec in vitro poważne opory. Jest to w końcu procedura niezgodna z nauką Kościoła katolickiego.

bw1

Ich sytuacja doskonale wpisuje się w polski serialowy schemat przedstawiania metody in vitro. Podjęta przez małżeństwo Lubiczów próba kończy się niepowodzeniem, decydują się więc na adopcję. Zajmują się Maćkiem – dzieckiem z zespołem Downa osieroconym przez sąsiadkę, oraz Bożenką – dziewczynką z domu dziecka. W końcu „w nagrodę” dostają też własne, mimo, że kilka lat bezskutecznie się starali.

Aby przeanalizować w jaki sposób in vitro jest obecnie pokazywane w polskich serialach obejrzałam kilka odcinków tych nielicznych produkcji, w których problematyka zapłodnienia pozaustrojowego się pojawia. Przyjrzałam się więc bohaterom i bohaterkom polsatowskich „Przyjaciółek” oraz emitowanych przez TVN serii „Klub szalonych dziewic” i „Usta, usta”. Nie oglądałam natomiast „Majki” – zaadaptowanej przez TVN wenezuelskiej telenoweli. Produkcję ominęłam przede wszystkim dlatego, że przedstawione w niej zapłodnienie pozaustrojowe jest incydentalne i absolutnie. Co więcej TVN tłumaczył się, że ten niewygodny wątek po prostu musieli przenieść z latynoskiego oryginału. W stworzonej przez scenarzystów historii główna bohaterka, udając się na badanie ginekologiczne, zostaje pomylona z inną pacjentką i przypadkowo zapłodniona metodą in vitro. Dziewczyna rodzi dziecko, po czym dowiaduje się, że dawcą spermy jest mężczyzna, w którym w międzyczasie zdążyła się zakochać. Mamy tu więc do czynienia raczej z „niepokalanym poczęciem” niż trudną i długotrwałą procedurą zapłodnienia pozaustrojowego. Co ciekawe, mimo, że macierzyństwo Majki jest całkowicie przypadkowe, jako przykład idealnej postaci kobiety-matki scenarzyści przeciwstawili ją typowej „złej żonie” Aleksandrze Duszyńskiej. Negatywna postać kobieca oprócz tego, że nie umie gotować, pije alkohol i nie lubi dzieci, za to lubi seks, skrywa jeszcze mroczną tajemnicę – wykonaną w przeszłości aborcję (Mrozek 2011: 98).

bw2

Zacznę od omówienia pierwszego odcinka „Klubu szalonych dziewic” gdyż problem sztucznego zapłodnienia został w nim ukazany w sposób wyjątkowo kontrowersyjny, za co produkcja spotkała się z ostrą krytyką ze strony widzów. Serial ten promowany był jakoodważna obyczajowo opowieść o współczesnych kobietach z dużego miasta: ambitnych, śmiałych, seksownych i inteligentnych”, zaś jego bohaterki miały być niepodobne do kobiet prezentowanych dotychczas w polskiej telewizji bardziej wyemancypowane, silne i przebojowe. Miał to być przełamujący społeczne tabu „serial 2.0”. Tymczasem już w pierwszym odcinku nowoczesna, wykształcona trzydziestolatka odgrywana przez Annę Dereszowską w rozmowie z przyjaciółkami stwierdza, że „dzieci z probówki to dymią, bulgoczą i świecą”. Namawiającego ją na zabieg męża informuje natomiast, że jeśli chce „dziecka ze słoika, to może warto skoczyć do marketu i sprawdzić czy nie ma na nie promocji”. Natychmiast po emisji odcinka przez fora internetowe przetoczyła się fala krytyki. Zainteresowanym polecam zajrzeć na forum serialu na portalu filmweb.pl (nie przytaczam wypowiedzi, bo jest ich sporo, a ten wpis i tak już przeraża swoimi rozmiarami).

Inaczej sztuczne zapłodnienie zaprezentowane jest w serialu „Usta, usta”. Bohaterami są Julia i Adam – średniozamożna para żyjąca razem bez ślubu. Przez jakiś czas bezskutecznie starają się o dziecko by ostatecznie pogodzić się z prawdopodobną niepłodnością, o którą zresztą obwiniają się nawzajem – on przeszedł walkę z rakiem, ona „zrobiła sobie skrobankę”. Jako, że Adam przed rozpoczęciem radioterapii zamroził spermę w banku nasienia, daje im to możliwość zapłodnienia pozaustrojowego. Para decyduje się na specjalistyczne badania. Do akcji wkracza więc lekarz. Ważny jest przede wszystkim język, którym się posługuje. Używa terminologii bardzo technicznej, której przeciętni widzowie, a także serialowe postaci nie rozumieją. Informuje bohaterów, że mogą poddać się tajemniczo brzmiącej „introcytoplazmicznej iniekcji”, nie tłumacząc ani słowem co to za procedura i na czym polega, a jedynie ostrzegając, że wiąże się z ogromnym stresem, bólem i kosztami.

bw3

Para podejmuje próbę in vitro. Chociaż scena przedstawiona jest w sposób komiczny (w trakcie zabiegu puszczane są odgłosy godowe delfinów) to jednak Julia opowiada przyjaciółce, że „było okropnie, niby nie bolało, ale było tak szpitalnie”. W tym momencie procedury zapłodnienia nacisk położony jest na bezsilność bohaterów. Ona martwi się, że próba na pewno się nie powiedzie, bo przecież „zazwyczaj się nie udaje”, on natomiast przeżywa, że nie może pomóc partnerce, która „sama przez to wszystko przechodzi”. Niestety zgodnie z przewidywaniami Julii pierwsza próba nie kończy się powodzeniem. W efekcie bohaterowie wpadają w coraz głębszą depresję, a dodatkowo muszą zacząć martwić się o kredyt na kolejne zabiegi (w serialu podana jest cena 6 tys. zł za każdorazową próbę).

Ostatecznie okazuje się, że Adam i Julia nie mają szans na poczęcie dziecka. Ponownie, używając jedynie medyczno-technicznych sformułowań, lekarz informuje ich, że u Julii zdiagnozowano schorzenie Ackermana, będące skutkiem ubocznym aborcji, którą przeszła w przeszłości. Niepłodność postaci można zinterpretować jako karę za wcześniejszy niegodziwy postępek. Scenarzyści posłużyli się retoryką używaną w debacie publicznej przez Kościół katolicki: „kobieto, sama jesteś sobie winna”. Niepłodna kobieta występuje w serialu w charakterze kozła ofiarnego. Winą za niemożność posiadania potomstwa obarcza Julię również jej partner, który w rozmowie z przyjaciółką stwierdza: „Była w ciąży, być może z moim dzieckiem, teraz nie może mieć dzieci. Nie uważasz, że mam prawo ją winić?” Adam rozważa także porzucenie niepłodnej kobiety (w tym samym czasie ona w męczeńskim geście postanawia opuścić jego, by nie pozbawiać go możliwości posiadania dzieci). W dalszej części serialu para nie rozstaje się jednak, ale bierze ślub, a następnie podejmuje decyzję o adopcji. Wówczas, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Lubiczów, zostają nagrodzeni własnym dzieckiem, gdy niespodziewanie okazuje się, że Julia jednak może zajść w ciążę.

Warto dodać, że we wspomnianym wcześniej serialu „Klub szalonych dziewic” również pojawia się dotykający Julię problem niepłodności spowodowanej uprzednim usunięciem ciąży. Bohaterka grana przez Dominikę Łakomską zostaje ukarana za aborcję, której dokonuje w wieku 16 lat za namową rodziców. Po latach traci kolejną ciążę (tym razem już upragnioną) i staje się bezpłodna, nie decyduje się jednak na sztuczne zapłodnienie.

Najwięcej uwagi zapłodnieniu metodą in vitro poświęcili twórcy emitowanego przez telewizję Polsat serialu „Przyjaciółki”. W tym przypadku sztuczne zapłodnienie nie jest wątkiem pobocznym rozegranym w kilku zaledwie odcinkach, ale toczy się przez większą część pierwszego sezonu. Widzowie mają możliwość obserwowania bohaterki – Patrycji oraz jej partnera (również żyjących w kohabitacji) od pierwszej wizyty u specjalisty, przez początkowe problemy ze zrobieniem sobie zastrzyku z hormonami, utrudniające relacje z innymi huśtawki nastrojów, aż po kolejne nieudane próby zapłodnienia. Wiele problemów pokazanych w produkcji pokrywa się z tymi, z którymi borykali się bohaterowie „Usta, usta”. Mamy więc do czynienia z niezrozumiałym, technicznym językiem jakim posługują się postaci związane ze służbą zdrowia (lekarz oraz pracownica apteki wydająca bohaterce leki), mamy problemy natury finansowej (w przypadku tego serialu pojedynczy zabieg in vitro wyceniony jest na 15 tys. zł), mamy wreszcie bezsilność bohaterki – „ja lubię działać, a tutaj nie mam na nic wpływu. Czuję się jak inkubator”.

bw4

Ze względu na większą ilość „czasu antenowego” twórcy serialu mieli natomiast możliwość pokazania reakcji osób z otoczenia pary na podjęte przez nią próby sztucznego zapłodnienia (coś, co kompletnie nie pojawiło się w „Usta, usta”). Z jednej strony Patrycja spotyka się z pełną akceptacją i wsparciem pomysłu ze strony tytułowych przyjaciółek, z drugiej natomiast jako „towar wadliwy” niepłodna kobieta uważana jest przez przyszłych teściów za niegodną ich syna. Relacja z teściami pokazana jest dobitnie w scenie kupowania sukni ślubnej. Matka narzeczonego nie ma pojęcia, że zabieg in vitro się nie powiódł. Podczas wizyty w salonie sukni ślubnych jest przekona, iż Patrycja nareszcie jest w ciąży i da jej wymarzonego wnuka. W tym momencie w pełni akceptuje wybrankę syna, czego dowodem ma być zapłacenie ponad sześciu tys. złotych za suknię dla dziewczyny. W końcu jednak teściowa dowiaduje się, że para nie ma szans na zapłodnienie i rozważa adopcję, wówczas zwraca się do Patrycji z prośbą, by przestała myśleć tylko o sobie i nie obciążała partnera swoją ułomnością. Sezon kończy się ucieczką zrozpaczonej panny młodej sprzed ołtarza (zresztą starym polskim PKSem, miodzio).

Ważne jest zaplecze społeczne postaci oceniających decyzję niepłodnej pary o podjęciu leczenia metodą in vitro. Wspierające Patrycję w jej wyborze przyjaciółki to nowoczesne, trzydziestokilkuletnie mieszkanki dużego miasta. Pozytywne opinie na temat zapłodnienia pozaustrojowego wygłasza przede wszystkim zatrudniona na wysokiej pozycji pracownica korporacji, zamożna singielka niestroniąca od przelotnych relacji seksualnych (także z młodszymi mężczyznami). Nieakceptujący niepłodności kobiety teściowie to z kolei starsi ludzie z mniejszego miasta – postaci przeniesione żywcem z tradycyjnej „tele-sagi”.

Serial „Przyjaciółki” jest jednym z wielu przekazów kulturowych ukazujących kobietę jako jednostkę, której jedyną funkcją społeczną jest reprodukcja. Kobieta niemogąca spłodzić dzieci nie jest w stanie wypełnić owej funkcji, co czyni ją niepełnoprawną obywatelką. Tak jak niedoszła teściowa wyklucza niepłodną kobietę ze swojej rodziny tak serialowe społeczeństwo wyklucza ją ze wspólnoty czyniąc z niej obcego.

 Dlaczego serialowi niepłodni pozostają niepłodni?

Jak można zauważyć na podstawie przywołanych przeze mnie telewizyjnych historii leczenie niepłodności jest pokazywane według pewnego niezmiennego schematu:

Sądząc po serialach, można by powiedzieć: in vitro jest nieskuteczne, niekiedy (w bardziej tradycyjnych środowiskach) niemoralne, bo niezgodne z nauką Kościoła, długotrwałe i kosztowne, ostatecznie więc decydujemy się na adopcję, a w nagrodę okaże się, że jednak możemy mieć własne dziecko.

(Łaciak 2011:55)

Oglądając wspomniane seriale zastanawiałam się nad tym, jak pożądany przez władzę obywatel ukazany jest w polskiej popkulturze. Ciężko jest jednak udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony seriale spełniają swoją opiniotwórczą rolę i wpływają na świadomość oraz przekonania widzów wprowadzając nowe, pojawiające się w skutek przemian społecznych zjawiska takie jak rodziny nienormatywne. W ten sposób oswajają z tym, co jeszcze dla Polaków obce, kreując pole dla kiełkującej tolerancji. Z drugiej strony powielają obecne w powszechnej świadomości stereotypy, często bardzo szkodliwe i krzywdzące. Doskonałym na to przykładem jest obarczanie przez serialowych twórców kobiety winą za nieskuteczność zapłodnienia pozaustrojowego.

Serialowe niepłodne pary zaprezentowane są odbiorcom popkultury w charakterze całkowicie pozbawionych sprawczości, dyskryminowanych podmiotów. Swój los wkładają w ręce lekarzy zwracających się do nich w niezrozumiałym, technicznym języku i nie mają żadnego wpływu na przebieg leczenia oraz swoje funkcjonowanie w społeczeństwie. Pozbawieni możliwości spłodzenia potomstwa bohaterowie zmuszeni są wychowywać cudze dzieci. Warto zwrócić uwagę, że w żadnym z opisywanych przeze mnie seriali adopcja nie była pierwszym wyborem bezdzietnej pary. Scenarzyści jakoś jednak zapominają, że zastępcze rodzicielstwo jest sytuacją niezwykle trudną i nie wszyscy są stworzeni do takiego rodzaju poświęceń, zaś desperacja nie jest dobrą motywacją. W telewizji adopcja automatycznie staje się alternatywą dla sztucznego zapłodnienia. Serialowi Polacy muszą w jakiś sposób „zdobyć” dzieci. Dopóki ich nie mają nie są w stanie wypełnić swojej prokreacyjnej funkcji i stać się pełnoprawnymi obywatelami. Państwo jako zewnętrzna struktura uprzywilejowuje pewną konkretną seksualność swoich obywateli i pozostaje opresyjna dla wszystkich tych, którzy nie wpisują się w pożądany model.

Mimo, że rządowy program refundacji in vitro działa, a nawet potwierdzono już pierwsze ciąże[7], w serialowym świecie zapłodnienie pozaustrojowe wciąż nie jest możliwe. W tym momencie pozostaje pytanie: czemu twórcy decydują się pokazywać właśnie taką wizję rzeczywistości społecznej? Seriale, które omówiłam produkowane były w różnej rozpiętości czasowej (1997 r., 2010 r., 2013 r.) oraz przez inne stacje telewizyjne. Pomimo tego zabieg in vitro, który daje ludziom szansę na posiadanie potomstwa, we wszystkich jest przedstawiany w dość negatywnym świetle. Polskie seriale coraz szumniej promowane są jako odpowiedniki amerykańskich, nowoczesnych programów. Jak widać na przykładzie tematu niepłodności, są to jednak tylko nieudane aspiracje. Rodzimi scenarzyści wciąż mają problem z odważnym uczestniczeniem w dyskusjach społecznych – niby poruszają temat w swej produkcji i dzięki temu zaciekawiają widza, jednak koniec końców kreują nienormatywne rodziny i postaci w sposób zachowawczy, a w niektórych przypadkach wręcz je piętnują. Czy kiedyś ulegnie to zmianie? Nie pozostaje nam nic innego jak tylko włączyć telewizor i czekać na to, co wydarzy się w następnym odcinku.

Biblio:

Arcimowicz Krzysztof (2013), Modele nienormatywnych rodzin w dyskursie polskich tele-sag [w:] InterAlia. Pismo poświęcone studiom queer, nr 8.

Bożek Jakub (2011), Popkultura się liczy [w:] Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Jenkins Henry (2011), Seriale tworzą nowe wspólnoty [w:] Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Kisielewska Alicja (2009), Polskie Tele-sagi – mitologie rodzinności, Kraków: Rabid.

Program Leczenie Bezpłodności… (2013), Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016, 20 marca, wersja online, https://www.premier.gov.pl/files/program_leczenie_nieplodnosci_metoda_zaplodnienia_pozaustrojowego_na_lata_2013_2016.pdf

Łaciak Beata (2006), Święte ciąże serialowe, z Beatą Łaciak rozmawia Adam Leszczyński, „Wysokie Obcasy”, 11 marca, wersja online: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,3203265.html.

Łaciak Beata (2011), Serial jako źródło wiedzy [w:] Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Łuczaj Kamil (2013), Zmieniająca się rodzina w zmieniającym się serialu [w:] InterAlia. Pismo poświęcone studiom queer, nr 8.

Mrozek Witold (2011), Seks w TVN-ie, czyli spełniony sen Trędowatej [w:] Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Strinati Dominic (1998), Wprowadzenie do kultury popularnej, przeł. Wojciech J. Burszta, Poznań: Zysk i S-ka.

Szczepański Jan (1970), Elementarne pojęcia socjologii, Warszawa: PWN.

Weeks Jeffrey (2012), Wynalezienie seksualności [w:] Antropologia seksualności. Teoria, etnografia, zastosowanie, red. A. Kościańska, Warszawa: WUW.


[1] Kultura popularna posiada moc emancypacyjną: ludzie uczestnicząc w serialowym świecie, pretendującym do reprezentowania rzeczywistych relacji międzyludzkich (a więc także relacji nieheteronormatywnych), stają się bardziej tolerancyjni (Łuczaj 2013:156-157).

[2] „Breaking bad” to w ogóle temat na osobny post. Zawiłości fabularne, związki międzyludzkie i epicka przemiana bohatera nie dadzą się podsumować w jednym zdaniu, ale, że szydery nigdy nikomu nie odmówię to polecam taką oto wideorecenzję serialu: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=oDqGAUvWKkU

[3] Tego typu serialowe rodziny omawia szerzej w swoim artykule Krzysztof Arcimowicz (2013).

[5] Zatwierdzony przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza program „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016” (pdf)

[7] Przy okazji ponownie pojawiły się głosy, że in vitro, związki partnerskie, aborcja czy szeroko pojęta seksualność obywateli stanowią w polityce „temat zastępczy” (http://natemat.pl/49089,zwiazki-partnerskie-to-temat-zastepczy-powinnismy-rozmawiac-o-gospodarce-zamiast-o-zwiazkach-in-vitro-i-aborcji oraz http://annadryjanska.natemat.pl/48897,czlowiek-temat-zastepczy. Posłowie coraz częściej posługują się tym terminem niczym buforem bezpieczeństwa próbując uciąć dalszą dyskusję.

Reklamy
Otagowane , , ,