Indiopol: No Internet, girl! (Dalej w Sikkim)

Wyobraź sobie, że jedziesz pociągiem. Rytmicznie dudni, wagon buja się usypiająco, koła śpiewają. Jedziesz gdzieś. Masz cel, ale i tak nie do końca wiesz co cię czeka. Te przyjemne uczucia ciepła w żołądku, ekscytacja. Może szczypta obawy (zależy gdzie i po co jedziesz). Po prostu podróż.

10929150_986311021382494_6821334242981948257_n

Po co mi taki wydumany wstęp? Już tłumaczę.

Podróż w swoim wymiarze fizycznym to dla mnie zatrzymanie w czasie. W sensie czynnościowym, by tak rzec. Przemieszczanie się to jakby nie-bycie. Wiesz, chodzi mi o ten moment, kiedy nie możesz robić nic innego niż po prostu oddać się jego przejściowości. W pociągu, autobusie, samochodzie czy samolocie. Czytasz książkę, oglądasz film, gapisz się przez okno, śpisz (okay, jest tutaj oczywiście wyjątek, kiedy jedziesz na konferencję i nerwowo kończysz na kolanie swoją prezentację). W każdym razie trwasz w zawieszeniu, mniej lub bardziej. W zależności jak długo taki transfer trwać będzie.

Przedłużeniem tego stanu egzystencji jest inny rodzaj przymusowego nic-nie-robienia. Sytuacja bycia bez internetu. Trafiasz do miejsca, które nie ma żadnego połączenia ze światem. Nie jest podpięte do sieci  –nie możesz wyciągnąć macek swojego umysłu, niczym gigantyczna ośmiornica, do innych wymiarów w cyber-rzeczywistości. Nie możesz śledzić znajomych na Facebooku, przeglądać newsów, odpisywać na maile z pracy. Jesteś sama/sam ze sobą. Po prostu musisz się oddać chwili. Oczywiście to też zależy z kim w tym odludnym miejscu jesteś. Tak czy siak, musisz przeczekać, aż ten retreat dobiegnie końca.

Ravangla (czy też Rabongla) w Południowym Sikkimie jest takim właśnie miejscem. Nie daj się zwieść – mimo że południowa, ta część stanu daje popalić o tej porze roku. W nocy temperatura schodzi do zera, w ciągu dnia na słońcu może z 15 stopni. Ogrzewania brak, no chyba że się skombinuje mini-grzejniczek.

Nocujemy w zaprzyjaźnionym klasztorze. Zawiła droga przez las/górską dżunglę (nie wiem co myśleć, masa pnączy na drzewach, ale jednak zimno) z głównej części wsi na jej peryferia. Z braku Internetu do jego jeszcze większej nieobecności (na rynku była co prawda niedziałająca, ale jednak kafejka internetowa).

Wysiadamy z samochodu pod klasztorem. Krótki marsz pod górę i docieramy. Klasztor Dolling pod nami, a my w jego guesthousie.

Każdy dzień taki sam. O 8 śniadanie. O 12 obiad. Kolacja o 18. W górach ludzie idą spać wcześnie; zimą zmrok zapada o piątej, nie ma później co robić. Wstaje się ze słońcem.

W ośrodku mieszka rodzina lokalnego tulku oraz jeden przesympatyczny, europejski lama. Zanim przyjechał tu miesiąc temu oddać się zgłębianiu dharmy w krainie Guru Padmasambawy, przez trzy (!) lata przebywał na odosobnieniu w jednym z centrów Nigmapy. Siedzą z Tatą wieczorami i dyskutują o buddyzmie. Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, dzielą wielu wspólnych znajomych.

Klasztor. Wieś. Idę na spacer. Pracy (różnorakiego pisania) tylko trochę. Do głowy pchają się natrętnie rozmaite, czasem zupełnie niespodziewane myśli. Potwory i spółka wyłażą z mrocznych zakamarków niechronionego nadmiarem pracy umysłu, nie dają spokoju. W tej aktywnościowej flaucie do głosu dochodzą lęki, małe i większe strachy. Przed tym co będzie. Przed problemami ze znalezieniem nowego miejsca dla siebie i kotki, przed mieszkaniem samej w obcym, bądź co bądź, kraju. Odwagi!, myślę sobie. To wszystko jest tego warte. Jest? Musi być.

P.S. Pamiętacie te protesty studenckie w Kalkucie o których pisałam parę miesięcy temu? Rektor mojej kochanej uczelni w końcu ugiął się pod presją opinii publicznej i poddał się do dymisji. Także sukces!

Reklamy
Otagowane , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: