Indiopol: Sari sport

Muszę się przyznać, że noszenie sari jest fascynującym sportem. Nie tylko dlatego że jego założenie nie należy do najprostszych zadań (choć potrafię się w nie ubrać już sama, ha!, w ekspresowe pół godziny, ha!). I również nie dlatego że od jakiegoś czasu porzuciłam konformistyczne noszenie sari w sposób tradycyjny (czytaj, tak jak wszyscy) na rzecz eksperymentów. Na ostatnim sari day zaszalałam i kontrowersyjnie założyłam do sari pasek w talii, na modłę high-fashionową, lub też inspirując się sari-fartuchami pielęgniarek w szpitalach (z tym, że ich paski mają mieć wyłącznie zastosowanie praktyczne; mój ma dodatkowo zdobnicze). Do tego dorzuciłam kamizelkę (ci, którzy mnie znają wiedzą, że mam do nich słabość). Szok, że umiem. I jeszcze większy szok, że pozwalam sobie na wydziwianie.

IMG_20150211_005222

Sari sport. Prawdziwa zabawa zaczyna się w momencie przekroczenia progu domostwa. Na pierwszy ogień idą sąsiadki.

– Apnar sari bhalo achhie! Khub sundor, didi!

Wychodzę na ulicę. Sari zwiększa moją zwyczajną, codzienną niezauważalność. O jakieś miliard procent. Ale nie w żaden oczywisty sposób! Wygląda to mniej więcej tak: idzie wysoka, atrakcyjna kobieta w sari (to ja, oczywiście). Pewnym krokiem mija grupkę mężczyzn popijających herbatę. Ci po sekundzie orientują się, że jest to ich cudzoziemska sąsiadka. Prawie jej nie poznali. Kopary w dół. Ich wzrok czuję na swoich plecach o wiele dłużej niż zazwyczaj.

Dochodzę do nieformalnego bus stand (przystanki autobusowe są self-made, łapiesz autobus skąd akurat masz ochotę złapać autobus, w tym przypadku to po prostu róg mojej uliczki i głównej drogi). Stoję i czekam z innymi. Na początku znowu brak reakcji. Po chwili jednak wszystkie oczy zwrócone w moją stronę. Podczas gdy zazwyczaj po prostu rzucają na mnie od niechcenia okiem, tak teraz po prostu ostentacyjnie studiują mój wygląd. Cudzoziemka w sari, co za cyrk! I to jeszcze dobrze założonym. I stylowym. Szok again.

Droga na uniwersytet (pięć minut auto-rikshaw z mojego nowego lokum). Nigdy nie czułam się bardziej wyeksponowana i oceniana. Idę powoli, aby przypadkiem nie przewrócić się/nie podrzeć sari. Wystarczy atrakcji dla przechodniów, sklepikarzy i taksówkarzy. Docieram do Departamentu, tu patrzą się mniej. Więcej pochlebnych opinii, lekkie zdziwienie. Trochę irytacji. Jak to ta cudzoziemka nosi sari i to aż tak dobrze?

Noszenie sari to sport. Sport ekstremalny. Nie tylko dlatego że nie jest to najbardziej praktyczny strój i że od gorąca pod warstwami materiału pomocą mi się nogi (hate it).

10940515_10203897969439510_2596890603753931274_n

Jak już dawno przestało mnie irytować, że jestem w Indiach – z oczywistych względów fizycznych – wyjątkowo widoczna w przestrzeni publicznej, tak wciąż noszenie przeze mnie sari jest dyplomatyczną ruletką. Niektórzy będą postrzegać to jako miły gest, ukłon w stronę dziedzictwa kulturowego. Uśmiechną się, jak moje sąsiadki. Inni będę patrzyć się krzywo, niczym na złodzieja tożsamości, takiego typa który próbuje udawać kogoś kim nie jest. Przecież to nie twoja kultura, będzie mówić ich spojrzenie. Także, sari bez wyrzutów sumienia tylko na śluby i wesela. Oraz na specjalną prośbę. Jak na tym nieszczęsnym seminarium. Inaczej nie wypada, oraz trochę za dużo zachodu z jego zakładaniem. Co ciekawe, twierdzą tak też moje koleżanki z roku. Lubią nosić sari, ale musi im się ten wysiłek opłacić.

Jak to z tymi sari w Indiach z grubsza jest? Ano tak. Dla niższych kast/klas, dla należących do nich zamężnych kobiet sari jest zarówno ubraniem codziennym, jak i odświętnym. Oczywiście, różne sari na różne okazje, są sari na co dzień (tańsze) i od święta (droższe). Mężatki z klasy średniej i wyższej, w zależności od poziomu konserwatyzmu (czytaj, konserwatywności i wścibstwa teściowej), noszą sari na co dzień, ale nie po domu, a jak idą „na miasto” – tj. na zakupy do galerii handlowej czy w odwiedziny do krewnych. Dzieci ze szkoły odbierają raczej nosząc kurtę, salwar kamiz (luźne spodnie z kurtą) lub churidar kamiz (wąskie spodnie/leginsy z kurtą). Od święta oczywiście sari.

Mężatki z upper-middle i upper class na co dzień sari raczej nie noszą – wolą wystawne i bardziej wygodne zestawy indyjskie (które to moda rozprzestrzeniła się zasadniczo z Punjabu) ww., lub po zachodniemu – jeansy, chinosy, długie spódnice. Modnie. Od święta, na okazje, zawsze sari. No, prawie zawsze – czasem trzeba być bardziej modern niż traditional. Zwłaszcza jak się jedzie za granicę.

I jeszcze wątek poboczny, kiedyś już przeze mnie poruszany – sari noszą do pracy starsze pozycją pielęgniarki, prawniczki, lekarki, zarządczynie oraz buissness women. Zawsze.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A jak to się ma z pannami? Panny noszą sari tylko na specjalne okazje. Zazwyczaj, zwłaszcza w przypadku lower class oraz przepastnej middle class, niezamężna córka nie posiada żadnego własnego sari, czy posiada ich bardzo niewiele. Sari to oznaka statusu społecznego. Na sari trzeba zasłużyć. A., moja jedyna indyjska przyjaciółka, po zaręczeniu się dostała od swoich konserwatywnych rodziców fajne nowe ciuchy. Przecież musi się teraz lepiej prezentować! Na własne sari jeszcze przyjdzie pora. Z resztą, najcenniejsze sari są przekazywane z pokolenia na pokolenie.

W pokoju matki R. stoją dwie niskie szafki. Za przesuwanymi drzwiami na specjalnych wieszakach, czasem schowane w pokrowcach wiszą dziesiątki sari. Matka R. od dekad je kolekcjonuje. Jak mówi, gdyby nie takie kobiety jak ona, tradycyjne formy i wzory dawno by przepadły. Handloom sarees są przecież trudniejsze w noszeniu, droższe, no i nie świecą się tak tandetnie jak te sari, które można kupić w najpopularniejszych sieciówkach. No i w telewizji, w serialach gwiazdy też ich nie noszą. Do tradycyjnych sari trzeba mieć wyczucie smaku, gust. Wiedzieć co, jak, kiedy i dlaczego. Matka R. ma sari na każdą porę roku, na każdą porę dnia, na każdą okazję. Sari ciepłe, zimowe są z jedwabiu. Najcieplejsze z tego surowego, tesar. Sari letnie są z cienkiej, przewiewnej bawełny usztywnianej krochmalem. Są jak papier (i tak samo jak papier pewnie, nosi się je mało wygodnie, IMHO). Sari wieczorowe są w ciemniejszych tonacjach, bogaciej wyszywane, bardzo kosztowne.

Sari to zawsze najlepszy prezent. Dla przyjaciółki, matki, córki. Wymiana sari to zwyczajowa forma zacieśniania więzów między przyszłą mother-in-law i matką panny młodej.

Ja mam sztuk 17. Na każdą okazję i porę roku. Żadnego z nich nie kupiłam sobie sama. Zanim zdążyłam dowiedzieć się co mi się właściwie podoba, zostałam obdarowana. Włączono mnie w siatkę tych niby bezinteresownych gestów. Potrzeby kupowania sari, teraz i w przyszłości, mieć nie będę. I dlatego że mam ich tyle, że wystarczą mi na te wszystkie nieliczne okazje, do końca moich dni. I dlatego że, na szczęście, nie będę już indyjską żoną.

Reklamy
Otagowane , , , ,

3 thoughts on “Indiopol: Sari sport

  1. bfutoma pisze:

    no to ja czekam na ksiazke o Indiach ,tych twoich , i wiecej wpisow poprosze , bo bardzo ciekawie je opisujesz 🙂

  2. […] Zabawa z noszeniem sari związana jest z istotną kwestią, o której napomykam od czasu do czasu. Kwestią cudzoziemskiej wizualności.  […]

  3. Magda Lena pisze:

    Mam dokładnie takie same spostrzeżenia odnośnie okazji i osób noszących sari. No ale 17 sztuk w kolekcji!!! To jest już coś! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: